Upalna końcówka lata

Upalna końcówka lata

Upał doskwierał już od wielu tygodni, a chłodniej bywało jedynie nocami. Opcja pstrągowych podchodów z końcem sierpnia wydawała się absurdem. Tym bardziej że chodziło o rzekę, której brzegi porastała tak bujna roślinność, że prawie znikała w tym gąszczu…

Ale obiecałem Maćkowi prawdziwe, letnie pstrągowanie na rzece, której nikt rozsądny o tej porze roku nie odwiedza. Krystalicznie czysta i niska woda, niedostępne brzegi, komary, kleszcze, meszki, pokrzywy i dzikie jeżyny. To wszystko miało składać się na sumę naszej porażki. Tym większym zaskoczeniem był pierwszy, sierpniowy lorbas. Agresywne branie i po kilku sekundach był już w krzakach. Maciek błyskawicznie wskoczył do wody i uwolnił nieszczęśnika, który po sesji fotograficznej bezpiecznie wrócił do wody. To była ryba otwarcia, która zapoczątkowała coś niesamowitego.

Justyna z młodszym synem wyjechała na działkę, więc mieliśmy kilka dni tylko dla pstrągów. Rzekę odwiedzaliśmy nawet dwa razy dziennie. Upał w ciągu dnia był nie do wytrzymania, więc rankiem robiliśmy jeden odcinek, a wieczorami inny. I ryby padały na każdej wyprawie. Co ciekawe, nigdy w tych samych miejscach nawet nie widzieliśmy pstrągów. Ten którego spłoszyliśmy, już się nie pokazał pod swoim drzewem. Z kolei ryby brały w miejscach, w których wcześniej nic się nie działo. Faktem jest że pstrągi które wylądowały w podbieraku, to był ledwie marny procent tego, co udało nam wypłoszyć. Ale to było najpiękniejsze. Ilość ryb na które jeszcze można zapolować.

Ryby brały na różne przynęty i prowadzone na różne sposoby. Raz lepszym był wobler postawiony w spokojnym nurcie. Innym razem szybko ściągany z prądem rzeki. Nie było reguł. Każdy dzień to nowe zaskoczenie. Dlatego wracać nad rzekę było tak fajnie. Co dzień nowe podchody, co dzień nowe nadzieje i co dzień nowe zaskoczenie.

Trudno zliczyć ile mieliśmy kontaktów z grubymi, letnimi pstrągami. Każda wyprawa obfitowała w zdarzenia, które śniły nam się przez kolejne tygodnie. Trudno też zliczyć ile ryb straciliśmy. Wykorzystując przewagę środowiska, często ryby nie dawały nam szans. Ale nikt się martwił. Każda spinka kwitowana była krzykiem “widziałeś to..!! A banan z ust nie znikał przez wiele godzin. Zatraciliśmy się w tym pstrągowaniu na kilka dni, a wspomnienia zostaną z nami na zawsze.

Od ponad 30 lat, ze spinningiem w ręku odwiedzam rzeki pstrągowe w całym kraju, ale nigdy nie spotkało mnie coś, co było nam dane przeżyć tamtego lata. Czasem myślę że to nagroda dla Maćka za wytrwałość. Za to, że mimo naprawdę trudnych warunków, nie poddał się i nie zwątpił nawet na chwilę. Za to że gdy ja miałem już dosyć, mobilizował do kolejnej próby. Nagrodą było też pobicie “życiówki”, masę doświadczenia i wspomnień, po które często i chętnie wraca.

Warto przeczytać: