Trzy rzeki z muchówką cz.2

Trzy rzeki z muchówką cz.2

Wprawdzie pierwszą złowioną rybą była niewielka ukleja, ale tej dziecięcej radości mu pozazdrościłem. Chyba jego największym zmartwieniem było zarzucanie sznura. Słuchał i podpatrywał, jednak trudno mu było wyzbyć się spinningowych nawyków. Im dalej chciał zarzucić muchę, tym mocniej machał wędką. A im mocniej machał, tym mucha lądował bliżej. Chwilę to trwało i chyba miał z tego dobrą zabawę. Po kilku zaledwie godzinach posyłał muchę na sporą odległość, dobrze prowadził nimfę i trafiał nią tam, gdzie chciał.

Pierwsze pstrągi z szypotu miały po kilkanaście centymetrów. Dziwił się na początku, że na tak płytkiej wodzie można złowić ryby. Dotychczas kamienie służyły nam do budowania tam. Teraz wypatrywał najmniejszych nawet dołków, spowolnień, mini rynienek i posyłał tam nimfę.

Z czasem zaczął znikać mi z oczu i chodzić własnymi ścieżkami. Opowiadał potem jak duży cień spod głazu ruszył w stronę jego muchy, jak oczkujące ryby zupełnie ignorowały wszystko czym próbował je oszukać. Uczył się chodzenia po śliskich kamieniach, walki z silnym nurtem, coraz częściej zaglądał pod kamienie. Cieszył się każdą chwilą nad wodą.

Stało się jasnym że przepadł na dobre. Dotychczas zapalony spinningista, który z rzadka tylko łapał za spławikówkę czy feeder, teraz oglądał filmu o muszkarstwie, o kręceniu much o nowych łowiskach. Już planujemy wspólne wyjazdy nad większe rzeki jak San czy Dunajec. Oczywiście foto-relacją z każdej wyprawy tutaj się podzielimy. Tymczasem kręcimy, planujemy i nie możemy się doczekać…

Warto przeczytać: