Trzy rzeki z muchówką cz.1

Trzy rzeki z muchówką cz.1

Po wędkarstwie, moją drugą miłością są góry. wielokrotnie stawałem nad górskimi rzekami wpatrując się w wodę i tęskniąc za łowieniem przygotowywałem się do decyzji, by po 25 latach monogamicznej miłości do spinningu, ponownie złapać za muchówkę.

Najbliższe mi sercu rzeki Skawa, Skawica i Koszarawa, z początku zdawały się ukrywać swe tajemnice przed moją zachłannością. Ale cieszył mnie sam fakt bycia nad wodą. Przeszukiwanie dna i na nowo odkrywanie tego, czym żywią się pstrągi, klenie i lipienie, było radością samą w sobie. Na nowo uczyłem się łowienia, sprzętu, kręcenia much. Aż zaczęły pojawiać się pierwsze ryby. Oczywiście niewielkie, ale złowione w takich miejscach i w taki sposób, że powodów do narzekań nie miałem.

Z każdą kolejną wyprawą miałem coraz większą świadomość błędów jakie popełniam. Źle dobrany sznur czy mucha, kiepska prezentacja czy miejsce. Uczyłem się wędkarstwa na nowo. Dla kogoś kto zawodowo łowi ryby przez cały roboczy tydzień, weekendowy wyjazd z muchówką był jak urlop. Bez stresu, bez spinki, bez napięć. Po prostu dobra zabawa z górami w tle, kojącym szumem rzeki i rybami, które coraz łaskawiej meldowały się w moim podbieraku.

A tych było coraz więcej. Klenie, lipienie, pstrągi i pierwsza brzana, która wygrała walkę. Ale zostawiła po sobie nadzieję, że kierunek który obrałem jest dobry. I chociaż poległem przy samodzielnym wiązaniu much i nieustannie zamęczam znajomych muszkarzy o “co łaska”, mam plan by zająć się tym na poważnie. Tym bardziej że do kręcenia zobowiązał się też Maciek, który w “muchowanie” szybko się wkręcił. Ale o tym już w drugiej części..

Warto przeczytać: