Slender Scoop – w drodze po metrowego sandacza

Slender Scoop – w drodze po metrowego sandacza

Latem ubiegłego roku dotarły do mnie pierwsze sztuki gum Slender Scoop. Idealne sandaczowe rozmiary, świetnie dobrane kolory i bardzo miękki silikon świadczący o tym, że nawet podczas bardzo wolnego prowadzenia, guma będzie dobrze zamiatała. Nie mogłem się doczekać pierwszego wyjazdu na sandacze.

4 idealnie dopasowane rozmiary

Na pierwszego sandacza przyszło mi trochę poczekać. Było upalne lato i ryby żerowały krótko i nieregularnie. Ale pracującą gumą zachwyciłem się od pierwszego rzutu. Szybko odkryłem, że im większa masa główki jigowej, tym praca przynęty staje się mniej wyrazista. Czyli ok, nie można zgasić jej pracy. Na główkach 8, 10, 12 a nawet 15 gramów, Slender pracował doskonale.

Sandacze brały na tę gumę bardzo pewnie

Pierwsze ryby nie powalały rozmiarami ale zaatakowały dużą gumę po tym, jak w wodzie wylądowało kilka innych pewniaków. Widać było że w kiepski dzień, Slender wygrywa z innymi przynętami. Kolor nie miał szczególnego znaczenia. Lekka główka i wolny opad przeplatany jednostajnym ściąganiem dawał nieśmiałe brania.

Robiło się coraz chłodniej i czuć było zbliżającą się jesień. Nadchodził czas prawdziwego sprawdzianu nowej gumy, która wydawała się czekać na swoje prawdziwe otwarcie. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Rano popadało a mgła spowiła okolicę. Woda była już przejrzysta, wodna od letnich glonów a na dnie dawało się dostrzec coraz liczniejsze, spadające z drzew liście. Potężnego kopa miałem już w pierwszym rzucie. Zdrowa, silna ryba w granicach osiemdziesięciu centymetrów. Guma wreszcie pokazała na co ją stać. Tego dnia złowiłem kilkanaście sandaczy. Wszystkie na przynęty Slender Scoop.

Zbroiłem je także w główki Stand-Up

Maciek dostał oczywiście pudełko nowych gum i wymyślił sobie nocne sandacze w WPKiW w Chorzowie. Kiedy odezwał się dzwonek telefonu już wiedziałem że coś złowił. 🙂 Tak szczęśliwego dawno go nie słyszałem. Opowiadał ze szczegółami wszystko. Gdzie miał branie, jak go wyholował, kto mu robił zdjęcia. Guma działała nawet w łowiskach, które trudno nazwać sandaczowymi.

Pierwszy sandacz Maćka na nową gumę

Potem zaczął łowić sandacze regularnie i co jakiś czas doławiał przyzwoite szczupaki. Bo chociaż guma ma wszystkie cechy dobrej przynęty sandaczowej, to szczupaków i okoni złowiliśmy na nie całe mnóstwo.

Maciek złowił też sporo szczupaków

Slender Scoop dostępny jest w czterech rozmiarach: 9, 11, 13 i 15 centymetrów. Każda guma występuje w sześciu podstawowych kolorach: Smelt, Green Silver, Roach, Green Yellow, Lemon Back, Olive Pearl. Ale dostępne są także w dodatkowych opakowaniach dedykowanych brudnej i czystej wodzie, gdzie można znaleźć inne, interesujące kolory: Motor Oil, White Pearl Silver czy Pink Pearl Silver. I wydaje mi się że z takim zestawem mozna atakować sandacze z dowolnego łowiska.

Ciekawe i łowne kolory
Biały z perłą – klasyk
Te miękkie ogony nie dawały sandaczom szans

Gumy zbroiłem na wiele sposobów. Klasyczną główką jigową, główkami typu Stand-Up, hakami ofsetowymi a nawet systemem Carolina czy Texas. I na wszystkie sposoby łowiłem ryby. Jednak moją ulubioną metodą jest już nie koniecznie ciężki opad, więc przy główce jigowej zostałem do końca sezonu.

Im bliżej końca sezonu, tym ryb było coraz więcej

Nadszedł grudzień z niestabilną pogodą i gwałtownymi skokami ciśnienia, które skutecznie zniechęcały sandacze do brania. I mimo że złowiłem mnóstwo sandaczy, w tym kilka naprawdę przyzwoitych, żałowałem tych dwóch ryb, których nie dałem rady wyholować. Na moich łowiskach przyłowiłem także kilka sumów i przez krótki czas sądziłem, że te spady to właśnie sumy. Nie pasowało mi branie i te kilka sekund holu, ale wolałem myśleć że straciłem nieduże wąsate, niż ogromne sandacze. W ostatnie dni sezonu 2021 pogoda pozwoliła jeszcze na kilka wyjazdów. Wprawdzie zbiorniki były już skute lodem, ale moja Wisła i jej rozlewiska odtajały. Pierwszego sandacza złowiłem około 9.00. Branie nie było pewne. Ot, delikatne trącenie. Ale ryby wylądowała na brzegu. Pomyślałem wtedy dobra, pewnie jesteś ostatnią rybą sezonu. Podziękowałem rybie, wodzie i nawet pogodzie która tego dnia mnie oszczędziła i dałem sobie ostatnią godzinę. Tuż przed jej upływem potężny kop wyrwał mnie z letargu. Wciąłem się w tempo ale ryba spadła po sekundzie, może dwóch… To był jeden z tych wielkich. Tego dnia musiałem już wracać, ale postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę. Wrócę tu za dwa dni.

Przedostatnia ryba ubiegłego roku

Poranek był mroźny ale bez fajerwerków. Żadnego wiatru, deszczu czy śniegu. Co więcej. Co jakiś czas przebijało się nawet słońce. Było za fajnie jak na końcówkę grudnia – pomyślałem. Większość dnia upłynęła mi bez brania. Zmieniałem miejsca, kolory i rozmiary gum, kombinowałem z szybkością prowadzenia czy wagą główki jigowej i nic. I znowu przyszła ostatnia godzina. Powiedziałem sobie skup się i nie spieprz być może brania całego sezonu. I nagle, niespodziewanie ogromny strzał w prowadzoną wolno gumę w miejscu, gdzie twardy piasek ustępował miejsce mułowi. Od razu wiedziałem że to ładna ryba. Gdy po kilku sekundach nadal był na kiju, wiedziałem już że jest mój. Kilka odjazdów, dwa młynki na powierzchni i wylądował w podbieraku. Złowiłem wiele dużych ryb, ale teraz czułem się jak nastolatek, który każdego miesiąca pobija jakąś życiówkę. Było jasne że mojego życiowego sandacza ta ryba nie przebije, ale może…. jest upragniona metrówka. Przykładam do miarki i jest 101. Tak bez naciągania. Usiadłem, zapaliłem i pozwoliłem rybie chwilę odsapnąć w podbieraku. Kilka fotek i ryba cała i zdrowa wróciła do wody. Teraz mogłem skończyć ten sezon. Sandacz skusił się na przynętę w rozmiarze 13 cm, kolorze Motor Oil i uzbrojoną w główkę o wadze 12,5g. 10 lat czekałem na sandacza trzycyfrowego i w końcu się udało. Czy ta ryba była mi dana czy pomogła nowa przynęta? Tego nie wiem, ale przyszły sezon sandaczowy będzie dla mnie pod dyktando jednej gumy. 🙂

Szczęśliwa przynęta
Trzycyfrowa ryba na zakończenie sezonu
Ten sandacz miał większą głowę niż ja

Warto przeczytać: